Tam jest miejsce tylko dla jednego człowieka

Autor tekstu
Ks. Zbigniew Wądrzyk
"Wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim - nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze - przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach" Flp 3, 8-10

"Wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim - nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze - przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach" Flp 3, 8-10

Poznanie Chrystusa jest tak cennym doświadczeniem, że przy nim wszystko inne wygląda jak śmieci. Ale owo poznanie ma dwa aspekty:

  • poznanie mocy Jego zmartwychwstania

  • poznanie (w znaczeniu udziału) w Jego cierpieniach

Pierwsze może nam symbolizować góra Tabor, drugie - Golgota. Życie duchowe rozciąga się więc między Taborem a Golgotą. Wiele wspólnot powstających jak grzyby po deszczu po reformie soborowej w Kościele katolickim, czy też wspólnot protestanckich skupiło się na poznaniu mocy Ducha Świętego, który wskrzesza umarłych, uzdrawia, napełnia radością, unosi serce - a wręcz porywa je przed oblicze Boga. To bardzo ważny i duchowo pierwszy akt poznania Jezusa Chrystusa. Najpierw poznajemy Go w jego potędze i sile, by później poznać i właściwie zrozumieć tajemnicę hańby Jego krzyża. Tak zredagowane są Ewangelie. Tak też uczynił Chrystus - najpierw zaprowadził uczniów na Tabor, potem zaprosił na Golgotę. Oba doświadczenia są potrzebne, by w pełni pojąć tajemnicę miłości. Z tego drugiego zaproszenia jednak Apostołowie nie skorzystali.

Dlaczego?

Może nie pojęli wielkości daru, nie pojęli nauczyciela, który mówił: "Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem" [Łk 14,27]. Zaproszenie na Golgotę trwa i aktualizuje się w życiu każdego ucznia Jezusa. Jednak wielu dziś z misterium zbawienia wybiera tylko "zmartwychwstanie"- miłość, radość i pokój - owoce Ducha tak chętnie spożywane w grupach charyzmatycznych. Zaproszenie Jezusa jednak jest aktualne: "Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!" [Łk 9,23]

Jaką dzisiaj przyjmuję postawę wobec tego zaproszenia?

Neguję istnienie krzyża, udaję, że nie ma krzyża w moim życiu - łatwiej jest mówić, że nie ma problemu niż się z nim skomunikować i odkryć, że jestem wobec niego bezradny, mało tego, że jestem głęboko nieszczęśliwy z jego powodu: mąż, który mnie nie kocha; szefowa, która robi ze mnie pośmiewisko; dzieci, które o mnie nie pamiętają; brat, który zagarnął spadek; uczniowie, którzy mnie gnębią; Bóg zaprasza Cię, byś się z tym cierpieniem skomunikował - czyli przyjął je takim jakie jest, nazwał je i przyjął cały ból bezradności - ale nie sam, lecz razem z Nim - z Jezusem ofiarując go Ojcu w miłości.

uciekam w dwa światy - kościół i wspólnota religijna staje się miejscem ucieczki od krzyża. W niej mam inny język, inaczej reaguję, czuję się szczęśliwy, a poza nią jest świat w którym muszę stać się kimś innym, by przeżyć. Świat, którego tak na prawdę nie akceptuję: ojciec, który kłóci się z matką, może się rozwodzą; szkoła, w której nie daję sobie rady, wulgarna siostra czy zdradliwy brat; bieda czy choroba. Bóg zaprasza cię, byś wybrał jeden z tych światów, świat miłości, byś wszedł na swój krzyż z miłością, akceptując to miejsce śmierci jako drogę do osiągnięcia pełnego wyzwolenia od nienawiści przez przebaczenie. Jezus zaprasza Cię, byś przyjął całe cierpienie bycia odrzuconym i w tej tajemnicy złączył się Nim i ofiarował Ojcu w miłości.

Uciekam w śmiech - śmieję się, bo w ten sposób mniej boli. Żartuję z tego, co tak naprawdę jest moją śmiertelną raną. Ubieram uśmiech zamiast szaty wstydu. Jezus zaprasza Cię, byś przyjął cały wstyd i wynikające z niego cierpienie: może wstyd posiadania ojca alkoholika; może wstyd za czyny własnego dziecka; a może wstyd posiadania takiego męża czy takiej żony, albo wstyd własnej przeszłości. Ten wstyd, złączony w miłości z Jezusowym wstydem na krzyżu otworzy ci drogę do życia i pokaże drogę, której już może nie widzisz.

Neguję wartość krzyża, uważam, że nie jest potrzebny do szczęścia. Wyrzucam ze swojej świadomości i ze swojego życia wszystko, co sprawia mi przykrość: porzucam lekcje angielskiego, bo nie miałem dobrych wyników; porzucam relację, w której muszę się do czegoś zobowiązać; odrzucam od siebie myśl, że mógłbym być chory, bo życie na wózku nie ma sensu; uciekam z domu, bo tu tylko same obowiązki. Jezus mówi Ci: weź to cierpienie, ono Cię oczyści z ciebie samego, zdetronizuje bożka własnego "ego", nauczy pokory, bez której nie jesteś w stanie przyjąć miłości. Ono Cię uzdrowi i da moc radowania się każdym czasem - tym wypełnionym obowiązkami i tym, w którym wypoczywasz.

Przerzucam krzyż na ramiona innych, czekam, że inni rozwiążą moje problemy i obrażam się, że jeszcze mi nie pomogli. Obarczam winą tych co są obok, bo tak jest mi lżej; uważam się za ofiarę ludzkiej znieczulicy, jestem ostatnim sprawiedliwym, którego odepchnął zły świat. Jezus nie potępił świata i zaprasza Cię do tego samego. Zaprasza Cię, byś zobaczył, że właśnie Ty masz podjąć te zadania, które tak łatwo przypisujesz innym. Mówi: nie oglądaj się na innych "ty pójdź za mną". Pokochaj tych, którzy nie potrafią już kochać, ty zacznij pierwszy.

Święty Paweł traktował jako wielki zaszczyt możliwość znoszenia cierpienia z powodu Ewangelii Jezusa Chrystusa, bo w ten sposób bardziej poznawał serce swego Mistrza, który przecież "został obarczony naszym cierpieniem". Prawdziwa bowiem radość Ducha pochodzi z ofiary! a więc rodzi się w bólu i ciemności. Kto odrzuci źródło, szybko wyschnie i zwiędnie cała jego radość.

Jest jednak jeszcze jedna tajemnica, która kryje się w krzyżu: Na krzyżu jest miejsce tylko dla jednego człowieka. To znaczy, że zaproszenie, które Jezus kieruje do ciebie jest osobiste i niepowtarzalne. Nikt inny nie może Cię wyręczyć w twoim umieraniu. Prawdziwa więc postawa wobec krzyża może się wyrażać w zdaniu: "wypełnię wolę Bożą nawet, gdybym był jedynym człowiekiem na świecie, który ją wypełni". Tak właśnie stało się w krzyżu Jezusa. Jedyny sprawiedliwy- wypełnił wolę Ojca do końca, choć pozostał sam, odrzucony i niezrozumiany przez swój lud, a nawet przez uczniów. Z tej tajemnicy wynosimy więc potrójną naukę o miłości krzyża:

  • jeden za wszystkich - miłość ofiarna. Gotowy jestem kochać, nawet, gdybym sam pozostał niekochany, gotowy jestem ofiarować siebie, nawet, gdyby mi nikt nic nie ofiarował,

  • jeden dla wszystkich - miłość służebna. Gotowy jestem stać się sługą wszystkich, nawet, gdyby nikt mi nigdy w niczym nie usłużył,

  • jeden mimo wszystkich - miłość wierna. Gotowy jestem stanąć przy Chrystusie, zachować Jego słowa, nawet, gdyby wszyscy Go opuścili.

Jest jednak niebezpieczeństwo trwania w miłości wirtualnej, w iluzji własnej pobożności. Piotr też myślał, że nie opuści Jezusa, nawet, gdyby inni Go opuścili. i zawiódł. Ale właśnie krzyż Mistrza zweryfikował prawdę jego serca. Piotr stracił szansę poznania Jezusa na Golgocie. Jezus po zmartwychwstaniu mówi do niego: "czy miłujesz mnie bardziej aniżeli ci?" - uświadamiając mu, że krzyż trzeba podjąć już teraz, nie oglądając się na nikogo, ani na nic, kierując się wyłącznie miłością, którą ma do Niego. Jezus objawił Piotrowi prawdę: "poprowadzą cię tam dokąd nie chcesz" - dziś jeszcze nie chcesz krzyża, ale w przyszłości dojrzejesz w miłości i poznasz Pana przez udział w Jego cierpieniach i tak uwielbisz Boga.