Na nowo przyoblec się w człowieka nowego

Autor tekstu
Ks. Krystian
Wakacje kleryckie, diakońskie i kapłańskie. Wyjazdy urlopowe w góry, za granicę, do rodziny. W moim przypadku wszystkie kończyły się tym samym: prostą, codzienną czynnością, która w ciągu roku jest niezauważalna, wręcz rutynowa, może nieco problematyczna w pośpiechu poranka. Po miesiącu chodzenia „na krótko” lub też w stroju sportowym przychodzi czas na ubranie sutanny.

Myślę, że moment obłóczyn pamięta każda osoba nosząca strój duchownych. Oczekiwanie z sutanną na rękach, kilka „świeckich” rytuałów, liturgia z pierwszym „występem w sutannie”... Ta zamiana w osobę duchowną (z wyglądu póki co) jest czymś nie do opisania. Wygląd młodzieńca zmienia się w wygląd księdza. Ludzie chwalą Pana Boga i mówią „proszę księdza”. Wyczuwalne jest, że nie chodzi tu o pychę, lecz o pewną dostojność przyodziewaną na całego siebie z koloratką pod szyją, która stanowi swoistą „tablicę rejestracyjną” osoby. Sutanna zachęca do pewnego, naturalnego dla kapłana zachowania. Dalekiego od schematu „księdza dobrodzieja”, który w różnych okolicznościach przywdziewa maskę świętszego i pobożniejszego od świętych z obrazka, a tonem głosu sięga najwyższych chórów anielskich. Chodzi tu bardziej o zachowanie prawdziwe, właściwe osobowości konkretnego księdza. Byłoby dziwne, wręcz schizofreniczne, gdyby ksiądz bez stroju duchownych różnił się od siebie samego noszącego ten strój. I choć nie o samą szatę tutaj chodzi, to jednak wytycza ona pewne granice działania i tworzy swoistą strefę ochronną dla kapłana. A ludzi, znajdujących się w towarzystwie duchownego, zachęca do poprawy obyczajów. Nie raz się o tym przekonałem słysząc płodny w dobro, wybijający się z różnych grupek głos: „Ej, tu jest ksiądz...”. Sutanna jest też znakiem przynależności do Boga, którego świat nie przyjął. Jest też więc pretekstem, dla ludzi wrogich Chrystusowi, do różnorakiej agresji. Dla kapłana jest to pewna forma prześladowania Chrystusa w nim się znajdującego – punkt widokowy na palmy męczeństwa, a czasem droga po te palmy.

Warto odnawiać w sobie duchowo własne obłóczyny. Przypominać sobie, że kiedyś nie nosiłem stroju duchownych, że czekałem na niego z utęsknieniem, że zmienił moje życie, jak wielką wartość ma on dla mnie. W moim przypadku obłóczyny odnawiają mnie po dłużej trwających wyjazdach. Ubierając sutannę po dłuższym czasie towarzyszy mi pewien uśmiech, który jest zarezerwowany właśnie dla takich momentów jak obłóczyny, posługi czy święcenia. Tyle, że w przypadkach powakacyjnych przeżywany jest w ciszy kapłańskiego pokoju. Bez fleszy, kamer, gości, współbraci... Sam na sam z Bogiem. Pierwsze kroki w sutannie, jak pierwsza wiosenna przejażdżka na rowerze. I ta niewypowiedziana wdzięczność... bezcenna.